sobota, 14 stycznia 2017

Hafciki w gwiazdkowym klimacie.


Dziękuję za tak liczne , pozytywne komentarze pod ostatnim postem. Cieszę się, że haftowana bombka również Wam przypadła do gustu. Zdaję sobie sprawę, że to żadna moja zasługa, bo przecież piękny wzór i białe nici na lnie obroniły się same, jednak i tak czuję się mile połechtana :)

Dzisiaj pozostańmy jeszcze na chwilę w świątecznej atmosferze.
Mam do pokazania takie maleństwa, które są do wykorzystania na później. Planuję użyć ich do zrobienia karteczek. W grudniu będą jak znalazł.




Hafciki wpadły mi w oko jeszcze przed gwiazdką. Łudziłam się, że dam im radę w ubiegłym roku, ale się przeliczyłam. Powstały teraz, w momencie krótkiego postoju, takiego nicnierobienia. Od jutra ruszam z większym projektem na drutach i mam małego pietra.


Dawno nie dziergałam sweterków, które w odróżnieniu od chust muszą pasować na wymiar. Trzymajcie kciuki. Mam zamiar wyjść z twarzą z tego przedsięwzięcia.

Pozdrawiam

        Ola





niedziela, 8 stycznia 2017

Haftowana bombka.



Zaczęłam haftować w sylwestra, skończyłam dzisiaj. Bez pośpiechu.
Haftowałam na lnie polskim muliną Ariadna.






Wiem, że to trochę jak musztarda po obiedzie, ale haft spodobał mi się na tyle, że postanowiłam go sobie sprezentować już teraz.
Na drugi rok będzie jak znalazł. Wystarczy dobrać odpowiednią ramkę.

Z pozdrowieniami w ten mroźny, zaśnieżony i słoneczny dzień
             
                         Ola



sobota, 31 grudnia 2016

Ostatnie skarpety tego roku.


Mam wrażenie, że ten rok przeleciał jak mrugnięcie oka. Dopiero się zaczął a już mamy jego ostatni dzień. Też macie poczucie, że czas leci za szybko?
No cóż, nie mamy na to wpływu, niestety.

Spieszę się zatem, aby pokazać ostatnią skończoną w tym starym roku robótkę.
Takie małe co nieco. Moje czerwone maleństwa :)



Na te skarpetki w rozmiarze 37-38 zużyłam 1 cały motek Alpaki Dropsa, druty 3,5.

Kolor zachęca do noszenia i grzeją cudnie.

Chociaż to ostatni post tego roku, to nie będzie w nim żadnych podsumowań. Przez cały rok coś dłubałam, nie leniuchowałam a moje ADHD objawiło się szczególnie przed świętami. Wszystko pokazywałam na blogu, więc kto ma ochotę powtórnie obejrzeć moje prace to zapraszam.

W tym Nowym Roku 2017 życzę Wam i sobie, aby wena nas nie opuszczała, aby zdrówka starczało,
aby nasi domownicy mieli cierpliwość dla nas i naszego hobby, abyśmy mogli się spotykać na naszych blogach i podziwiać swoje prace a także czerpać z nich inspiracje.
Wszystkiego najlepszego !!!

~ Ola ~




środa, 28 grudnia 2016

Prezent ze sznurka.


W kwietniu zamówiłam sznurek z przeznaczeniem na konkretną rzecz.

Miał powstać dywanik do pokoju mojej Córy.
Z wielką ochotą zabrałam się za szydełkowanie i nawet nieźle mi szło, ale zaczęły się schody. Okazało się, że dywanik powinien być większy a sznurka jest za mało. W sklepie, gdzie ów sznurek kupiłam nie ma potrzebnego koloru i trzeba czekać.
Zanim kolor się pojawił mój zapał osłabł.
Niby coś tam dziubałam, ale im dywanik większy tym ja z coraz mniejszą ochotą się za niego zabierałam. Leżał zatem taki rozgrzebany i leżał.
Cierpliwy był. I Córa też była cierpliwa. Miała go niby dostać w październiku, na imieniny. Jednak nie dałam rady się z nim zmierzyć.
Żartowałyśmy nawet, że za parę lat go dostanie.
Może dostanie. Jak dobrze pójdzie.
Postanowiłam jednak zrobić Pauli niespodziankę i skończyć jej dywan na gwiazdkę.
W pocie czoła z pomocą mojego M, który rozwijał sznurkowe kulki, szydełkowałam wieczorami ten prezent. Nie było łatwo, bo akurat moja panna miała mało wyjściowych wieczorów. Jakby coś przeczuwała więcej czasu spędzała do domu. Jednak udało się.
Jakie było zdziwienie, gdy odpakowała wielki prezent. " No nie wierzę, mamo kiedy Ty go zrobiłaś ?"
Trochę wysiłku mnie to kosztowało, ale widzieć jej radość i minę - bezcenne.

Przejdźmy zatem do prezentacji










Dywanik ma średnicę 160 cm. Jak widać dywanik jest wygodny.  Jest odpowiedni i do zabawy i do wypoczynku.
Może nawet trochę zdobi :)

Tym postem kończę pokaz tego nad czym pracowałam przed świętami. To znaczy prezentowy pokaz, bo mam jeszcze w zanadrzu komplet zimowy mojej Lenutki, który jest noszony na okrągło. Nie było czasu go obfocić i pokazać. Jak to mówią : co się odwlecze, to nie uciecze.

Pozdrawiam gorąco.
                Ola





poniedziałek, 26 grudnia 2016

Czas na prezenty.


Witam w ten leniwy, świąteczny dzień. Drugi dzień świąt zwykle jest spokojniejszy i przeznaczony raczej na odpoczynek i błogie lenistwo.
Dziękuję wszystkim za życzenia świąteczne i miłe słowa pod ostatnimi postami.

Teraz już mogę pokazać co jeszcze robiłam przed świętami.
Prezenty dotarły do właścicieli, zatem czas na prezentację.

Czapka w warkocze z pomponem. Jest takich w sklepach na pęczki, ale ja wolałam zrobić własnoręcznie. Zużyłam na nią  motek Cotton Merino Dropsa, dziergałam na drutach  3,5 wykorzystując inwencję własną.
Czapka wraz z chustą tworzy komplet idealny dla obdarowanej.





Całkiem podobny komplet dziergałam już dla tego Pana, ale takie było zamówienie.
Nie mogłam odmówić.
Czapka powstała z motka włóczki Andes Dropsa a rozbudowany komin z 2 motków tej włóczki.
Całość robiłam na drutach nr 7
Komin idealnie nachodzi na ramiona a czapka akuratnie zakrywa czoło i uszy. Komplet jest bardzo ciepły i miły w dotyku. Właściciel jest super zadowolony, co mnie bardzo cieszy.





Chusta Gail. Mój ulubiony wzór, do którego wracam bardzo chętnie.
Powstała z 2,5 motków Brushed Alpaca Silk Dropsa. Chusta jest lekka i delikatna jak piórko a jednocześnie daje fajne ciepełko. I jeszcze ten super, zielony kolor. Na prawdę cudny.
Myślę, że będzie często w użyciu.






Mam jeszcze jedną rzecz, którą udało mi się skończyć przed świętami choć było to nie lada wyzwaniem.
Co to jest i dlaczego sprawiło tyle trudności opowiem w następnym poście.

Pozdrawiam
                Ola








LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...