Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psy. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 maja 2013

Ku pamięci Boni.

Pamiętacie jak nie tak dawno pisałam o naszej staruszce, jamniczce Boni?
Niestety nie ma jej już z nami.
Dzisiaj odeszła za tęczowy most.
Była z nami 13 lat i kochaliśmy ją jak członka rodziny.
Jest nam bardzo smutno.


 
 

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Buchnęło kolorem.


Wczorajszy dzień rozpoczął się nieszczególnie, ale po południu zrobiło się pięknie.
Skorzystałam więc z okazji i zrobiłam kilka zdjęć moich kwiatków. Przyroda wybudziła się ze snu bardzo szybko i buchnęła kwieciem. Oto krótki pokaz dla Was

cesarska korona obok wrzośce niżej bratki i tulipanki

moje ulubione stokrotki obok pachnące hiacynty i żółta cesarska korona
 niżej surfinie i fiołki

kwitnący mlecz na tle niezapominajek obok świeżo zakupione białe szafirki
niżej sasanka i  ciemierniki


 tulipany w kilku odsłonach


 pan i władca kurnika

a to jest mój zmęczony pies, który wygląda jakby przekopał cały ogródek



Dzisiaj, mimo kiepskiej narazie pogody:(, zamierzam spędzić dzień na dworze. Idę siać i sadzić. Kupiłam pelargonie i surfinie do donic i będzie pięknie:)  Żeby tylko nie trzeba było później pielić. Tego nie znoszę, ale kto powiedział, że będzie łatwo.

Pozdrawiam i życzę przyjemnych dni.   Ola.


wtorek, 26 lutego 2013

Pies, który jeździł na wózku.

Tytuł wpisu dość dziwny i nieprawdopodobny, ale tak było.
Obok naszego niedźwiedzia - Larki, mieszka u nas drugi piesek - jamnik Boni i to o niej ta opowieść.
Boni jest już wiekowa, ma 13 lat. Jest po przejściach.
Półtora roku temu była kiepściutka i myśleliśmy, że odejdzie do krainy wiecznych łowów. Postanowiliśmy wtedy kupić drugiego pieska, żeby ból po stracie staruszki był mniejszy. Jamniczka jednak się podleczyła i nadal nas cieszy, jednak już teraz ma się coraz gorzej. Postanowiłam poświęcić jej dzisiejszy wpis, bo to przecież członek rodziny i naprawdę żal patrzeć jak niknie.
Ok. 5 lat temu nastraszyła nas po raz pierwszy. Z dnia na dzień zaniemogła. Dostała paraliż w tylne łapy. Biedactwo nie mogło chodzić. Przebierała tylko przednimi łapkami, a tylne ciągnęła jak foka ogon. Nie umiała usiedzieć w miejscu. Ciągle przemieszczała się po podwórku i tak sobie te łapy obtarła aż do kości. Dosłownie nie szło patrzeć jak się to psisko męczyło. Weterynarz nie dawał jej szans na wyzdrowienie. Dał tylko doraźnie jakieś zastrzyki i tyle.
Postanowiliśmy się nie poddawać. Mój M skonstruował dla Boni wózek inwalidzki. Wykorzystał kółka od wrotek, zrobił stelarz i tylną część psa kładliśmy na ten stelarz i przypinaliśmy paskiem. Szkoda, że nie mam zdjęć z tego okresu, bo to było nawet zabawne. Na początku Boni stała jak wryta i nie umiała się ruszać, jednak jak załapała o co chodzi to biegała, aż się kurzyło. Czyli pierwszy krok już był zrobiony - piesek mógł się przemieszczać. Teraz tylko trzeba było psa zacząć rehabilitować żeby powróciła sprawność tylnych łap. I tak zaczęły się codzienne, wieczorne wyjazdy nad jezioro ok. 15 km żeby Boni mogła popływać, bo jak powszechnie wiadomo woda czyni cuda. I faktycznie stał się cud. Paraliż ustąpił. Cieszyliśmy się wszyscy jak dzieci a pan doktor stwierdził, że jakby nie widział, to by nie uwierzył.
Minęło parę lat w spokoju i niestety znowu padł na nas strach o psa. Pies zaczął się dusić, ciężko i świszcząco dychać, kaszleć. Znowu trzeba było podawać mu zastrzyki i tabletki. Była mała poprawa, ale od tamtego czasu co 3 m-ce sytuacja się powtarza i jesteśmy już stałymi bywalcami u weterynarza. Podobno jamniki mają tendencje do wad genetycznych i nasza Boni właśnie ma to "szczęście" i taką wadę posiada. Stąd te świsty, kaszel i plucie. Naprawdę z dziećmi nie mieliśmy tyle przebojów zdrowotnych co z tym psem. No cóż zrobić, przecież ją kochamy a ona odwzajemnia tą miłość. Będziemy o nią dbać i leczyć jak najdłużej się da.
Dzisiaj nasza "babunia" jest już taka drobniutka i malutka. Niewiele je i większość dnia przesypia. Jednak jak podsłyszy, że wołamy Dużą do jedzenia to pędzi pierwsza. Jak jest okazja wskoczyć do łóżka, to też daje radę. Jest w niej chyba jeszcze wola życia. Mam nadzieję, że pożyje jeszcze trochę, że będzie mogła wygrzewać się na słońcu, bo to bardzo lubi.

Na zdjęciach dla porównania Boni w 2009 roku




         i dzisiaj - widać po oczach, że jest chora




Jak już jej nie będzie wśród nas, to oprawię ten wyhaftowany przeze mnie obrazek.

Wypisz wymaluj nasza Bonisia z najlepszych swoich lat.

 



No. To już koniec tej przydługiej opowieści.
Dotrwał ktoś do końca.

Pozdrawiam zaglądaczy:)  Ola.

czwartek, 14 lutego 2013

Zagadki.

Robótki się robią. Inne włóczki na następne dziergadła zamówione.
I co ja mam teraz pokazać?

Może zieloną, piękną łąkę. Kolor przecudny. Lekko cieniowany. Przed blokowaniem wygląda tak



 

Następny zezwłok to bita śmietana
 

 

I jeszcze jedna zieleń łamana żółcią tzw. zieleń gruszki



Ma ktoś jakiś pomysł co pokazałam wyżej.
Narazie trudno te cośki jakoś nazwać.
Niedługo zblokuję to się wyjaśni.

Teraz zagadka zoologiczna.
         Czyje to łapy?



                 Czyj nos?
                     Oko?

Nie, to nie jest niedźwiedź, ale równie duży stwór.



To nasza kochana psica - Lara. Sama słodycz.

Pozdrawiam całuśnie.  Ola.

środa, 6 lutego 2013

Bransoletka

Król Karol kupił królowej Karolinie korale koloru koralowego, a królowa zrobiła z nich bransoletkę.
Oto moja pierwsza, własnoręczna i jedyna (jak narazie).




 


Korzystałam z informacji podanych na tej stronie http://blog.pasart.pl/2011/12/09/sznury-faq/
Są naprawdę nieocenione.

Jestem teraz w ciągu bransoletkowym. Już robię następną. Tak dla wprawy. A co.


A poniżej moja córa z siorą. Jak śpią to razem

 i jak pozują to też razem
Dobrze ma to psisko. Jest rozpuszczona jak dziadowski bicz. Dobrze sobie nas wychowała.

Pozdrawiam wszystkich cieplutko.  Ola:)


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...